Jakiś czas temu, jechałam taksówką. Za kierownicą młoda kobieta, piękna i uśmiechnięta. Na zewnątrz wiosenne słońce. Okna w samochodzie częściowo otwarte, na twarzy przyjemne powiewy ciepłego wiatru. Było późne popołudnie, a pani kierowca prowadziła auto bez zbytniego pośpiechu i bardzo uważnie, tak jak lubię. Na chwilę przymknęłam oczy i uśmiechnęłam się. Dziś nie odczuwałam potrzeby nawiązywania kontaktu, zagadywania, przełamywania ciszy, która zupełnie mnie nie krępowała. Dziś chciałam złapać tych kilkanaście minut dla siebie.

Przemoc, w każdej formie, w każdej postaci, jest nie do przyjęcia. Przemoc zawsze jest dowodem i potwierdzeniem słabości charakteru, słabości tego, lub tej, która przemoc "czyni". Znam wiele przykładów przemocowego traktowania. Znam wiele konkretnych historii i wiele osób, których przemoc dotyka. Sama niejednokrotnie byłam jej ofiarą.

Ech... jak ja lubię wsiąść do samochodu, czy do pociągu, z Tomkiem i pojechać na kilka, kilkanaście, czy nieco więcej godzin gdzieś, gdzie będziemy mieli więcej czasu dla siebie, a także na rozmowy ze sobą i z napotkanymi osóbkami oraz oddawanie się naszej muzycznej pasji bez granic. Dzieci się wkurzą na mnie, jak to przeczytają, ale myślę, że one także to czują. Tę energię, z którą wracamy po takim wyjeździe i dostrzegają, że taki czas tylko we dwoje, lub we dwoje plus ludzie, którymi zechcemy się tym czasem podzielić, mimo iż nie są naszymi dziećmi, bardzo nam służy;) 

Wczoraj, mniej więcej koło piętnastej, wsiedliśmy do auta i pojechaliśmy we dwoje... dokładnie tak, jak napisałam w poprzedniej Kawce... na spotkanie chwilom, do których już zdążyłam zatęsknić. Dosłownie, jak tylko zatrzasnęłam za sobą drzwi, wzięłam głęboki oddech i uśmiechnęłam się. Już jedziemy, za dwie godziny będziemy na miejscu, a niedługo potem wejdziemy na scenę i zaśpiewamy, i zagramy dla tych, którzy przyjmną nas tam z otwartymi ramionami. Kocham takie miejsca, kocham taki czas, jest w tym jakaś magia.

Dwa lata temu, w Dniu Mamy moja siostra zawiozła naszą Mamę do szpitala, mimo że ta tak bardzo tego nie chciała, chciała żebyśmy dali jej spokój, chciała już zasnąć, ale my nie mogliśmy jej na to pozwolić. Dwa lata temu "wskrzesiliśmy" Mamę, dzięki czemu mogliśmy przeprowadzić jeszcze kilka prawdziwych rozmów, jeszcze, choć przez chwilę, choć w części była sobą. Potem nic już nie było takie, jak wcześniej...

Muzyczka do Kawki:

15 maja 2024r.