Zbieramy się do ostatniego etapu przeprowadzki Mamo. Jesteś już gotowa? Spakowałaś swoje rzeczy? Pożegnałaś się ze swoim ukochanym widokiem z kuchennego okna? Zabrałaś to, co niezbędne, czyli dobre wspomnienia i te wszystkie śmiechy w głos i czas, który pozostawił w nas dobre ślady, który możemy ponieść dalej, lekko i bez zadyszki? 

Byłoby ciut łatwiej, jakbym zadeklarowała na wstępie, że będę pisała jedną Kawkę na dwa dni. Byłoby jeszcze łatwiej, jakbym wybrała soboty, środy i piątki, albo poniedziałki (ku pokrzepieniu), wtorki (idąc za ciosem), czwartki (bo zasadniczo je lubię i miewam wtedy wolne popołudnia) i niedziele (bo za nimi zbytnio nie przepadam, a za pisaniem owszem).

Dodam do poprzedniej Kawki, bez ogródek, czy owijania w bawełnę, prócz jednego z moich zespołów (konkretnie był to Teatr Nie Stary TNieS), podczas pierwszych, naszych wspólnych występów gościnnych, ja i Tomek zagraliśmy także mini-koncert.

Kaprys nie jest jedyną przytulaśną pocieszajką, jaką dostałam w ostatnim czasie. Jest drugi. Kilka miesięcy temu, w okolicach Mikołajek, dostałam myszkę w niebieskiej sukience. Nazwałam ją Mała Kasia.

Ależ się dzisiaj działo! Ależ mi się dzisiaj chciało! Ależ naszpikowałam się pozytywną energią! I dokładnie taki był mój zamiar i taki był plan. Aż dziw bierze, że wszystko poszło zgodnie z nim, że dokładnie taka radość, jaką zaprojektowałam wybiegając w niedaleką przyszłość, stała się moim i naszym udziałem.