Zacznijmy od cytatu. Tym razem z grubaśnej ksiązki, którą przebrnęłam niezupełnie i chyba nie dane mi będzie przejść, krok po kroku, zawartego w niej planu, a w zasadzie propozycji autorki, "przekodowania się" na inne myślenie dla dobra własnego oraz wszystkich, z którymi wchodzimy każdego dnia w różnorakie interakcje. Wyzwanie ogromne i warte podjęcia, jednak wymagające systematyczności, co nigdy nie było moją mocną stroną.

Mam kilka dni w plecy. Nie pisałam, bo poczułam, że to kawkowanie mnie pożera. A konkretnie rzecz biorąc, pożera czas, jaki mogłabym spędzić inaczej, wykorzystując wakacyjne i urlopowe klimaty, bądź nadrabiając zaległości w okołodomowych pracach. Przez chwilę wydawało mi się, że jest dużo mniej atrakcyjne, niż cała reszta możliwych aktywności... przez chwilę.

W związku z nie do końca wyjaśnionymi, nagłymi zgonami kotów, mamy przechlapane. Dzieci nadal nie pozwalają przekraczać kotu progu domu. A ten, a właściwie TA, szaleje. Poluje na otwarte okna oraz, na choćby chwilę nieuwagi z naszej strony. Tak było dzisiaj. Kręciła się tuż przy drzwiach tarasowych, którymi, raz po raz, ktoś przemykał.

Jak różnie możemy interpertować to, co nas spotyka, czy też to, czego doświadczamy... Jedną i tą samą chwilę, w której współuczestniczymy z kilkoma osobami, każda z tych osób może postrzegać zupełnie inaczej.

W sumie nie wiem dlaczego akurat dziś takie natchnienie… Kobieta i jej rola w życiu, w świecie, dla ogółu ludzkości, dla niej samej. Kobieta ze swoimi talentami, z siłą, która dziś dochodzi do głosu coraz częściej. Kobieta, która chce stanowić sama o sobie i nie oczekuje od siebie doskonałości, bo, jak pisze Katarzyna Pawlikowska na okładce własnej książki „YEStem kobietą”: „Naprawdę idealnie jest nie być idealną, za to prawdziwą”.