Widzisz, jak się złożyło? Dziś Twoje urodziny i mamy okrągłą Kawkę. Zupełnie, jak dwa lata temu, kiedy kończyłaś siedemdziesiąt lat, odbierając życzenia po raz ostatni. Niestety, nie chciałaś wtedy nikogo z nas widzieć, a my to uszanowaliśmy. Dziś zupełnie nas nie rozumiem.

Dwa lata temu miałaś okrągłe urodziny. Siedemdziesiąte. Dzień przed, w sobotę, postanowiłam przywieźć Ci prezent, który czekał ukryty w bagażniku auta naszego bliskiego znajomego. Padał śnieg, albo było ślisko… a może padał deszcz? Nie wiem! Wiem tylko, że wiało na tyle mocno, że nie chciałam tego prezentu nieść, wolałam przewieźć go samochodem.

Nie musimy ulegać żadnym modom i powszechnym przekonaniom. Mniemaniu powszechnemu, czy potocznemu także. Nie powinniśmy nawet oglądać się na to, co w powszechnym ujęciu uchodzi za niezbędne, w sensie, konieczne do szczęścia dla nas, czy dla naszych najbliższych. Wszak potrzebujemy o wiele mniej, niż mamy. Zazwyczaj, ponieważ wciąż obecne są na świecie niedostatki i braki wszelakie. Żaden postęp nie zagwarantuje równości, choćby totalnie względnej. Jednak, czy posiadanie jest jedynie kwestią możliwości, czy też, zdecydowanie bardziej, indywidualnych przekonań?

Nie wiem po raz który przeczytałam: "Czas odzyskać kontrolę nad własnym życiem". To zdanie powtarza się w tak wielu podręcznikach do przedmiotu zwanego życiem, że momentami przestaję je zauważać i traktować poważnie. Ponadto, żyjąc i doświadczając tego, co spotyka mnie samą, a także dociera do mnie poprzez przeżycia innych, nie wierzę, że taka kontrola w ogóle jest możliwa.

Czytuję, od czasu do czasu, książkę filozoficzną we współczesnym, lekkostrawnym wydaniu. Co mi to daje? Powody do analiz, nieco odmiennych, niż większość tych, które prowadzę na co dzień, a także dystans do problemów, którym mogę przyjrzeć się "okiem filozofa". Czy aby na pewno dany problem jest problemem? Co, lub kto o tym decyduje?