Chciałabym mieć dylemat: "co Ci kupić?". Chciałabym zezłościć się na Twoją standardową odpowiedź: "nie pytaj mnie, sama powinnaś wiedzieć". Albo: "przecież ty zawsze dobrze trfiasz, potrafisz kupić coś, co akurat jest mi potrzebne". Wysoko stawiałaś poprzeczkę, ale w tym przypadku zwykle doskakiwałam.

Mimo wszystko, mniej lub bardziej, szałowi przedświątecznych przygotowań ulegamy. Nasze kroki nabierają tempa, a spojrzenie nerwowo omiata półki sklepowe. Oczywiście, przy odrobinie zdrowego rozsądku, jesteśmy w stanie, raz po raz, złapać dystans i powiedzieć sobie: "Take it easy", uśmiechnąć się na wspomnienie jednej z chwil wolnych od pośpiechu i machnąć ręką. Ja, w tym roku, robię to wyjątkowo często.

Oj, bagnisty miałam dzisiaj nastrój. Chociaż w sumie... po przebudzeniu było całkiem nieźle. Dawno temu obiecałam synowi, że spędzę z nim popołudnie i cieszyłam się na tę okoliczność. Czas spędzany z jednym z dzieci, zamiast z całą trójką jednocześnie, jest zaskakująco odmienny od wszystkiego, czego doświadczam każdego dnia. Możemy porozmawiać o tym, o czym czasem zapominamy w codziennym zabieganiu. Możemy też lepiej się poznać.

To już dziesięć lat, odkąd postanowiłam z grupką kobiet niebanalnych wejść na scenę i zaprezentować coś na kształt próby otwartej do naszego pierwszego, autorskiego scenariusza "Pasja jest kobietą". Czy wtedy wiedziałam, jak fascynująca będzie to przygoda? Czy przeczuwałam, że jak raz na scenę wejdę, to zejść z niej nijak nie będę w stanie?

"Codziennie rano rób co najmniej jedno ćwiczenie na pozytywne myślenie." Okej, a co z porankami, tudzież przedpołudniami, kiedy wszystko wydaje się nie być takie, jak być powinno? No dobra, może nie wszystko, nie dramatyzujmy. Szczerze? W zasadzie większość jest w porządku, ale ta jedna mała zadra, ta kropelka drążąca skałę mojej pewności siebie, robi nieraz tak wielki DRAMAT! Chociaż... coś takiego jak "skała mojej pewności siebie" w zasadzie nie istnieje.