Pewnego dnia, po kilku tygodniach, niechcianej już przez nikogo, kwarantanny, siadła na łóżku krzyżując nogi i tak została, zapatrzona w ponury dosyć, wczesno-wiosenny krajobraz. Pozostali domownicy na tych kilka chwil zapomnieli o jej istnieniu, to był dobry czas na zamyślenia.
Zamyśliła się zatem. Najpierw nad szarością nieba na progu zmierzchu, potem nad chłodem, którego wspomnienie, wyniesione z popołudniowego spaceru, przemknęło dreszczem po jej plecach, a potem... potem przyszła myśl, która zaskoczyła nawet ją samą. Być może przywołał ją ten dzień, ta pozycja w kalendarzu ustalona jako początek, tudzież koniec każdego tygodnia, zabarwiona na czerwono... Nie była w kościele, nie bywała tam już od dawna, mimo iż kiedyś nie wyobrażała sobie, że tak może być, bez najmniejszego choćby wyrzutu sumienia. Poprawiła nieco pozycję, kręgosłup przeciążony kwietniową krzątaniną dawał się we znaki. Zacisnęła dłonie na kolanach, wyprostowała się, jej wzrok powędrował ciut dalej, wyżej, zatrzymał się na granicy chmur i drzew, łaskoczących ich podbrzusza. Uśmiechnęła się mimowolnie, a potem w głowie zadźwięczało zdanie: "To wszystko przez to, że On był mężczyzną".
Pewność, którą teraz poczuła, zatrzymała wszelkie inne procesy, sprowadziła ciszę gęstniejącą wokół. "Co by było, gdyby... a jeśli to Ona, tylko ówczesny świat nie był na to gotów. Ono? Czemu nie? W końcu jesteśmy równi... lecz to był On. Tak zrelacjonowano, zapowiedziano, zapisano, podano z ust do ust, przez wieki gromadzono dowody. To był On. Wielu za sprawą Tego nadużyło własnej płci, oparło na niej strukturę władzy i niezaprzeczalne prawo do niej. To był On. Tak wiele kobiet nie mogło dochodzić własnych praw, tak wiele przepłynęło przez życie bezgłośnie, tak wiele musiało poddać się sile, która z natury im jest przypisana. To był On...".
Przypomniało jej się, jak płakała oglądając "Sufrażystkę". Chciała zobaczyć ten film, myślała, że jest o kobiecej sile... Tak, jest. Dlaczego zatem jej serce przepełnił smutek, kiedy zrozumiała, że to ledwie 100 lat...od 100 lat. A co z całą resztą? Co z wszystkimi wcześniejszymi? Gorycz tych słów ścisnęła jej wargi. "To nie fair..." przecięło zduszonym szeptem ciszę.
Łza, która już od dłuższego czasu kołysała się na rzęsie, nie mogąc zdecydować się na rozstanie z ciałem, teraz popłynęła, naznaczając wilgocią policzek. A po niej następna i kolejna, zasnuwając jej spojrzenie mgłą. Nadal siedziała, nieruchomo. "Bóg jest Miłością". Poczuła znajomy dreszcz na plecach. Serce jeszcze nie odnalazło spokojnego rytmu, myśli zatrzymane nagle, jakby w zderzeniu z niewidzialnym murem, powoli, z ociąganiem dopuszczały do głosu nadzieję. "Bóg jest Miłością, zatem Miłość jest Bogiem... Bóg to On, a Miłość to Ona." Tylko świat nie był na to jeszcze gotowy. Czy kiedykolwiek będzie?
 
 
 
 
OdpowiedzPrzekaż dalej