Wigilia Wszystkich Świętych, jak o niej nie myśleć? Moja starsza córa kilkakrotnie powtórzyła dzisiejszego wieczoru: "To był dobry dzień". Tak, to był dobry dzień. Mimo, iż od rana nosiłam ze sobą parasolkę, a zaczęło lać po osiemnastej i zmokłyśmy pomimo.

Dzień w pracy był intensywny. Coś musiałam wysłać, coś dokończyć, postanowiłam złożyć wniosek o stypendium, choć to ostatni moment... bo czemu nie? Weszłam do sekretariatu na dziesięć minut przed zamknięciem, złożyłam wniosek "rzutem na taśmę". Moja Mama powiedziałaby, że to całkowicie w moim stylu, że dziwiłaby się, gdybym zrobiła to wcześniej, że ja zawsze na ostatnią chwilę... że nawet na swój pogrzeb wpadnę spóźniona. Kto wie?

Zanim wybrałam się do miasta, spotkałam się z seniorkami uczęszczającymi na moje zajęcia teatralne, jak zwykle dały mi potężną dawkę pozytywnej energii, a potem pognałam do świetlicy przykościelnej, gdzie czekają na mnie co wtorek dzieci chcące brać udział w jasełkach. Pracuję z nimi już drugi rok i, choć jest to współpraca szarpana, przerywana i bardzo dynamiczna, efekty wzruszają i poruszają i zawsze idę do nich z przyjemnością. Po spotkaniu z dzieciakami, pobiegłam prosto do urzędu, ze wspomnianym wnioskiem... 

I właśnie wtedy zdzwoniłam się z córą, która stwierdziła, że dogoni mnie i pójdzie ze mną... Po wizycie w urzędzie wybierałam się bowiem do domu, gdzie od ponad roku przebywa moja Babcia. Cieszyłam się, że nie będę tam sama, choć i tak wniosłabym uśmiech do środka. Takie miejsca nie tętnią zwykle życiem, raczej zmuszają do zwolnienia kroku i przyjęcia spraw takimi, jakie są.

Byłyśmy u Babci prawie dwie godziny i uważam, że to dużo ważniejsze, niż odwiedziny na cmentarzu, gdzie moich bliskich już nie ma... Tak, tak uważam i nie wiem, czy pójdę tam jutro. W to miejsce pełne pomników i płyt nie mających nic wspólnego z życiami tych, którzy odeszli. Zobaczę. Zależnie od samopoczucia. 

Wspominać na pewno będę, robię to stale. W zasadzie to mam wrażenie, że oni wciąż dotrzymują mi kroku, zwłaszcza Mama. Wciąż słyszę jej głos, widzę jej uśmiech i oczy, tak bardzo podobne do moich. Niestety jeszcze nie udało mi się zapomnieć słów wypowiadanych na kilka tygodni i dni przed odejściem. One nie były jej i nie o niej... tak bardzo bolesne. Podobnie, jak bolesna była Jej trudna relacja z mamą. Dokładnie tą samą, którą odwiedziłam dzisiaj... 

Czas zatacza kręgi, zmusza nas do refleksji, do poszukiwania własnych rozwiązań, dróg, sposobów przeżywania wszystkiego, co nas spotyka. Żałuję, że nie miałam dość sił, aby nie pozwolić na to, by choroba Mamy mnie określiła, by przysłoniła mi Ją samą. Tą, którą znałam od dziecka, która była pierwszą, najważniejszą osobą w moim życiu...

Przez tą słabość, nie potrafiłam być w tym, co nas spotkało, na sto procent i pożegnać się tak, jak należy. Cóż, nic już z tym nie zrobię. Mogę jednak zrobić wszystko, aby moje życie wciąż trwało i było przepełnione tym, co dobre i piękne. Bym jak najrzadziej zaglądała tam, gdzie wszystko jawi się w mrocznych barwach. Najlepiej wcale...

Muzyczka do Kawki:
https://www.youtube.com/watch?v=TJAfLE39ZZ8&ab_channel=AmyWinehouseVEVO

31 października 2023r.