Raczej nie bywam w pracy w niedzielę... tym razem musiałam tam być, a na dodatek zjechała ciocia czerwonym autem, co wprawiło mnie w średnie samopoczucie (delikatnie rzecz ujmując). W samo południe stawiłam się na posterunku i rozejrzałam po biurze. Od czego zacząć? 

Choć za drzwiami panował nieprzerwanie gwar, wyłączyłam się totalnie z tego, co działo się w moim najbliższym otoczeniu i przystąpiłam do działania. Bardzo szybko okazało się, że skupienie na wyznaczonych samej sobie zadaniach, bez rozpraszania się cudzymi słowami, wszystkim, co dookoła, przynosi zadziwiająco spektakularne efekty.

Gdybym potrafiła robić to częściej, mogłabym osiągnąć większość z wyznaczonych sobie celów szybciej i oszczędzić sobie sporo stresu. A czego by mnie to pozbawiło? Tego niesamowitego "wow", kiedy wbrew brakowi czasu, działaniu na ostatnią chwilę i wpadaniu do biura projektowego na pięć minut przed oficjalnym zakończeniem naboru wniosków, się udało. To dopiero jest satysfakcja!

Pisząc te słowa zatęskniłam za mamą i jej uszczypliwymi uwagami odnośnie mojego zarządzania czasem własnym. Tych wszystkich "na ostatni moment" i "nie wyrabiam się". Bardzo logicznie argumentowała, dlaczego tak robić nie powinnam, albo jak powinnam robić, żeby nie gonić z jęzorem na brodzie. Bądź też nie argumentowała wcale, po prostu śmiała się "ze mnie" i rzucała: "jak zwykle".

Brakuje mi nawet jej uwag i tego uczucia na chwilę przed tym, jak powiedziałam, że zdążyłam, ale na ostatnią chwilę. Ja się chwaliłam, a ona nie chwaliła mojego sprytu wcale. Pewnie uważała, że powinnam inaczej rozkładać sobie zadania w czasie, przygotowywać się wcześniej i w ogóle rozsądniej podchodzić do życia. Często powtarzała, że "powinnam się zacząć cenić", a w domyśle, czy wprost, "znaleźć sobie inną, lepiej wynagradzaną pracę".

Przyszłam do niej na miesiąc przed ostatnim pożegnaniem i powiedziałam, że wysłałam dokumenty apliakcyjne do innej placówki. Tam, gdzie lepiej płacą, gdzie mam więcej możliwości rozwoju itd. itp. Zrobiłam tak, nie dlatego, aby sprawić jej przyjemność, ale dlatego, że w tamtym czasie czułam, że powinnam. Nie uśmiechnęła się, ponieważ uśmiech rzadko gościł wtedy na jej twarzy, chyba zapomniała o nim zupełnie, albo zepchnęła go wniwecz. Powiedziała jednak, głośno i wyraźnie, "nareszcie!". 

Przypomniało mi się to dzisiaj, kiedy działałam tak sprawnie i efektywnie, skupiając się na wyznaczonych zadaniach i sama do siebie powiedziałam pod nosem: "nareszcie!". Lecz już po chwili zalała mnie fala zupełnie innych myśli...
Dziś idzie mi tak, jutro będzie szło inaczej. To i to prowadzi cię do celu. Najważniejsze, abyś nie zbaczała z raz obranej drogi, o ile wybrałaś ją w pełni świadomie. I, abyś pod koniec dnia, kładąc się do łóżka mogła powiedzieć do samej siebie:
- To był dobry dzień i dobre były rzeczy, które zrobiłam. Lubię ten swój dzień.
A fakt, ile przy tym zarobiłam ma o wiele mniejsze znaczenie. Ważne, że tyle, abym nie musiała się martwić o to, co dalej. Nieprawdaż?

Muzyczka do Kawki:
https://www.youtube.com/watch?v=PDX0_bkHOtE&ab_channel=KasiaiTomek

19 listopada 2023r.