Ależ piękna liczba! Serio, podoba mi się, a kojarzy się z łabędziami, albo super-wygodnym fotelem, albo czymś, co jest dokładnie takie, jakie powinno być, lub z... leżaczkami! O tak! Leżaczek na trawniczku, w cieniu wierzby, ustawiony tak, żeby nogi ogrzewało mi słońce, a reszta spokojnie mogła relaksować się, nasłuchując śpiewu ptaków, szumu drzew, czy odgłosów owadów uwijających się w pocie czoła. Gdzieś z oddali dobiegałby odgłos dziecięcych zabaw, szczekanie psa... Tak, leżaczki to z pewnością przemiłe skojarzenie.

Jakiś czas temu, śnieg zniknął zupełnie. W tym roku przyszedł dosyć wcześnie, bo w połowie listopada, a konkretnie, w dniu naszego koncertu, zatrzymując niektórych potencjalnych słuchaczy w domu (co akurat było średnio na plus). Jednak powrót do domu, po tymże koncercie, był, wyjątkowo przyjemny. Biało, bielutko, śnieg trzeszczący pod stopami i jasna noc księżycowa. Czego chcieć więcej?

Padało od tamtej pory kilkakrotnie, przywodząc na myśl wspomnienia dziecięcych zabaw na śniegu, szusowania sankami po pobliskich górkach, czy urządzania bitew na śnieżki. Pamiętam, jak usypywaliśmy okopy i szykowaliśmy amunicję, by na hasło: "Start" rozpocząć regularną bitwę przerywaną salwami śmiechu, pojedynczymi: "Ała!" i "O ty!", pełną głośnych pokrzykiwań i potu pod czapkami.

Tym razem skończyło się na kilku spacerach w śniegu po kolana, odśnieżaniu auta skutkującym śniegiem w rękawach, i jedną, może dwoma gałkami, które mnie doleciały niewiadomo skąd. Jeszcze morsowanie, na które ostatecznie się nie zdecydowałam, w przeciwieństwie do naszych córek, co skrupulatnie obfotografowałam i zarejestrowałam w postaci mega-zabawnego filmiku.

No, ale było zapatrzenie przez okno na taniec śnieżynek wędrujących ku ziemi, rozmarzenie i nos zmarznięty. Były też przemoczone buty i cisza, którą tak kocham, kiedy całe miasto, jakby zamknięte w śnieżnej kuli, zwalnia tempa. I tym należy się cieszyć, wypatrując kolejnych śnieżnych dni, które na pewno nadejdą jeszcze przed końcem zimy. 

Jednakże ta pewność nie podważa faktu, że brak śniegu, skutkujący zielenią trawnika, wyciągniętą na wierzch, przywodzi mi dziś na myśl wiosenne i letnie dni... budzi tęsknotę do czasu, który mogłam spędzać na zewnątrz, bosego chodzenia po ziemi i wspomnianego wyżej leżaczka, na finał kilkugodzinnej dłubaniny wokół i w związku z roślinami, którym staramy się zapewnić długie i dostatnie życie w naszym sąsiedztwie.

Zamknę oczy, może na "tu i teraz" żywe wspomnienie wystarczy...:)

Muzyczka do Kawki:
https://www.youtube.com/watch?v=uEZTNWNTQYo&ab_channel=PolskiePiosenki-Tekst

22 grudnia 2023r.