Długo szykowaliśmy się na ten występ i wcale nie było łatwo posklejać do kupy tego, co rozpadło się tuż po premierze, wymuszając na nas zmianę koncepcji. Wymuszając ją przede wszystkim na mnie. Jako instruktorka, scenarzystka i reżyserka w jednym muszę (niestety muszę...) stawiać odważnie czoła piętrzącym się, na naszej zespołowej drodze, przeszkodom.

Udało się. Ulepiliśmy od nowa całość o nieco innym kolorycie, jakby bogatszą, jak stwierdził Tomek, trochę mniej oczywistą, trochę bardziej zakręconą. I dobrze, niech pobudza szare komórki, niech wkręca widza tak, aby potrzebował ponieść ze sobą refleksję po obejrzeniu spektaklu, nieco dalej, poddać ją nieco głębszej analizie. 

Niesamowite jest dla mnie to, że młodzi ludzie, w wieku osiemnastu, dziewiętnastu, czy dwudziestu lat, chcą i spędzają ze mną większość piątkowych wieczorów w roku szkolnym. Ja, kiedy byłam w ich wieku, piątki kojarzyłam z czasem wolnym od zobowiązań wszelakich. Nie mającym nic wspólnego z uczeniem się czegokolwiek, poza nauką relacji w byciu pośród rówieśników, czy podczas dzielenia chwil ze swoim chłopakiem.

Nie wiem, jak by to wyglądało, gdybym wcześniej rozbudziła własne pasje. Gdybym odważyła się, jako nastoletnia dziewczyna, i zaczęła śpiewać, o czym od dziecka marzyłam. Gdybym spróbowała własnych sił w teatrze, co akurat w ówczesnym czasie i w przypadku tamtej Kasi, było niemożliwe do zrealizowania... Bałam się bowiem panicznie jakichkolwiek wystąpień na forum, wliczając w to mówienie na głos tego, co myślę na imprezie, pośród znajomych, kiedy ktoś zadawał mi pytanie, a wszystkie pary oczu obecnych w pomieszczeniu zwracały się nagle w moją stronę.

Odcinało mi momentalnie dopływ krwi do mózgu i nic, poza głupawym uśmieszkiem, czy maskującym skrępowanie śmiechem, nie udawało mi się zwykle z siebie wydusić. Czasmi w takich razach rzucałam "teatralnym" fochem, tylko po to, aby towarzystwo przeniosło uwagę na kogoś innego. Przerażały mnie sytuacje typu: "jedziemy w nowe miejsce i nikogo tam nie znamy, albo prawie nikogo". Nie potrafiłam pierwsza się odezwać, wyciągnąć ręki, zagadać. Gdybym nie miała wtedy na podorędziu Tomka, niechybnie, niejednokrotnie zapadłabym się pod ziemię, z twarzą spłonioną rumieńcem.

Tak, teatr to było coś, co wzbudzało mój podziw, ukłócie zazdrości nawet, ale nie kojarzyło mi się zupełnie z czymkolwiek, co mogłabym robić na scenie ja sama. Scena generalnie wydawała mi się być przestrzenią, w której nigdy się nie znajdę, o odnajdywaniu się w niej nawet nie wspominając. 

Czyli ok, ja nie byłam w stanie się przełamać, albo nie miałam pojęcia, że byłabym w stanie, w związku z czym piątkowe wieczory spędzałam na mieście, u znajomych, czy z Tomkiem na kanapie, albo na jakimś wyjazdowym ognisku, czy czymś takim. Młodzi ludzie uczęszczający na moje zajęcia, posmakowali już czym jest teatr, przełamali w sobie część barier i złapali bakcyla na tyle mocno, że nie potrafią już bez niego się obejść. 

Stąd ich chęć i determinacja. Stąd ich obecność na próbach i przeglądach, w których bierzemy udział. I dobrze, i bardzo dobrze, i cudownie, i żadna ocena, żadnego jury nie ma tu nic do rzeczy. Oni już wygrali, choćby to, że znaleźli sposób na niezwykłe piątkowe wieczory, które niewątpliwie przełożą się na bardzo przydatne umiejętności do wykorzystania w dorosłym życiu, a także pozwolą im szybciej i odważniej rozwijać skrzydła.

Muzyczka do Kawki:
https://www.youtube.com/watch?v=ZEcqHA7dbwM&ab_channel=FrankSinatra-Topic

14 marca 2024r.