Jakiś czas temu jechałam taksówką. Za kierownicą młoda kobieta, piękna i uśmiechnięta. Na zewnątrz wiosenne słońce. Okna w samochodzie częściowo otwarte, na twarzy przyjemne powiewy ciepłego wiatru. Było późne popołudnie, a pani kierowca prowadziła auto bez zbytniego pośpiechu i bardzo uważnie, tak jak lubię. Na chwilę przymknęłam oczy i uśmiechnęłam się. Dziś nie odczuwałam potrzeby nawiązywania kontaktu, zagadywania, przełamywania milczenia, które zupełnie mnie nie krępowało. Dziś chciałam złapać tych kilkanaście minut dla siebie.

Dlatego, kiedy piękna pani się odezwała, początkowo nie byłam zachwycona. Niechętnie skupiłam uwagę na jej słowach:
- Widziała pani tego gościa? A może to kobieta? Nogi wystają przez okno.
Nie bardzo wiedziałam, o jakich nogach mowa, nim nie dostrzegłam auta na mijanym przez nas parkingu oraz stóp odzianych w skarpetki, wystawionych na zewnątrz, czy też wyrzuconych, tudzież wyzierających z otwartego okna, po stronie kierowcy.

Najwidoczniej znużenie przyszło niespodziewanie, bądź też właściciel prezentowanych finezyjnie stóp, został zmuszony do oczekiwania czas dłuższy i postanowił tenże czas, tak, a nie inaczej, na własną korzyść wykorzystać. Chwali się i ceni postępowanie zgodne z wewnętrzną potrzebą, bez oglądania się na to, co inni powiedzą. W naszym przypadku, a w zasadzie w przypadku kierującej "moją" taksówką kobiety, były to same ciepłe słowa:
- Nieźle! Jak tylko wrócę do domu i zapytają mnie, co wesołego spotkało mnie dziś w pracy, to powiem, że te nogi wystawione przez okno. Jak dobrze, że ludzie potrafią tak na luzie się zachowywać. Zbliżam się do czterdziestki i, im jestem starsza, tym bardzej doceniam takie postawy. Sama też przestaje się krępować i robię nieraz rzeczy, które, niejednokrotnie, ostatni raz robiłam będąc dzieckiem.
Oczywiście zgodziłam się z panią kierowcą w całej rozciągłości i wysiadając z auta pożyczyłam jej więcej takich, "wesołych" sytuacji w codziennej pracy.

Tak, krępujemy się niejednokrotnie i ograniczamy z obawy przed tym, "co inni powiedzą". Nie postępujemy w zgodzie z wewnętrznymi potrzebami, czy też głosem, który mówi, aby cieszyć się chwilą, zrzucić ciasną zbroję "wypada" i "nie rzucaj się w oczy".

Czy to, co pomyślą o nas inni naprawdę powinno nas obchodzić? Czy to stanowi o naszym zadowoleniu z życia, z dokonywanych przez nas wyborów? Czy to określa nas w jakikolwiek sposób? Nie. Dlatego, wracając z niejednej imprezy tańczonej, czy prześpiewanej, lub przegranej na scenie, bez skrępowania pozbawiałam własne stopy obuwia i szłam przed siebie boso, odczuwając nie tylko ulgę, ale także mistyczny wręcz związek z podłożem, które wówczas, z większą swobodą, mogło przepuszczać przeze mnie własną energię. A jest ona niewyobrażalna! Nic, tylko czerpać.

Muzyczka do Kawki:
https://www.youtube.com/watch?v=aWQz6lrZ3Pw

1 maja 2024r.