Jestem dziewczynką z poprzeniej Kawki. To ja bawiłam się na pętli autobusowej i "zgubiłam" rodziców, biegnąc za obcą kobietą i jej córką, które były ubrane dokładnie tak, jak moja mama i siostra w tamtym dniu. Kiedyś to była norma. Płaszcze miały podobne kroje i kolory, płaszczyki i kurtki dla dziewczynek tak samo. Wszystkie okrycia wierzchnie były albo brązowe, albo szare, a na głowach berety z antenką. Ponadto ta kobieta była postury mojej mamy. Tak samo wysoka, a kosmyki jej włosów tuż nad kołnierzem płaszcza, też miały kolor maminych...

Dziś ponownie wspomniałam to zdarzenie będące niegdyś moim udziałem. Szłam w kierunku pracy szerokim chodnikiem od strony osiedlowego targu, na którym kupiłam sobie coś na śniadanie. Nie zdążyłam zjeść w domu, ponieważ musiałam skupić się na szykowaniu się do wyjścia, a jednocześnie ogarnianiu tego, co do ogarnienia było konieczne w związku z dzisiejszym, wyjątkowym dniem. Szłam zamyślona, zastanawiając się, jak czuje się nasza najstarsza córka, czy nie jest jej za gorąco w szkolnej sali? Czy pamiętali o tym, aby otworzyć im okna? Czy o niczym nie zapomniała?

Zerknęłam przed siebie, zapatrzyłam się w budynek na horyzoncie, do którego zmierzałam. Wtedy zobaczyłam ją. Weszła prosto na linię mojego spojrzenia, prawdopodobnie szła na zakupy. Miała czerwoną kurtkę, jak moja mama, a na ramieniu torebkę, także podobną do jednej z tych, które ona zwykła nosić. W dłoni trzymała zwiniętą, materiałową siatkę. Jej chód... taki podobny do tego, który doskonale znam. Lekko rozkołysany, z lewej na prawą, z prawej na lewą. To wszystko przez biodra, które z wiekiem dawały jej się we znaki. Nogi... trochę szczuplejsze, lecz też zbliżone do jej... no i długość spódnicy, dokładnie taka sama.

Na głowie kręcone, blond włosy o świetnie znanym mi odcieniu. Taki lekko wpadający w szarość, niezbyt żółty. Żółtego na włosach nie lubiła. Za każdym razem, kiedy zmieniała odcień farby, pytała w sklepie, czy na jej włosach nie wyjdzie żółty. Czasem wychodził i wtedy była mocno niezadowolona z efektu. Tak, ten kolor był taki, jak trzeba. Wszystko było takie, jak trzeba, poza tym, że to nie była ona.

Kiedy dotarła do mnie analogia pomiędzy wydarzeniem z dzieciństwa, a dzisiejszym skojarzeniem, wypatrywaniem podobieństw, coś chwyciło mnie za gardło, a w moich oczach zrobiło się ciasno od łez... nie pozwoliłam jednak im popłynąć. Szybko odwróciłam wzrok, zwróciłam uwagę na traktorek koszący trawę pod mijanym blokiem, białe kwiaty i zielone liście krzewów, spojrzałam w niebo. 
- Mamo, wiesz, że nasza malutka... ta, z której narodzin tak bardzo się cieszyłaś, że tańczyłaś z tatą, śmiałaś się i płakałaś... ona dziś pisze pierwszy z egzaminów maturalnych. Tak, Mamo. Gdybyś tu była na pewno zadzwoniłaby do Ciebie tuż po, opowiedziałaby, jak było, a ty słuchałabyś z uwagą i ze wzruszeniem, że to już... i życzyłabyś jej powodzenia na kolejne dni, a ona wiedziałaby, że ma Twoje wsparcie... ech...

Jak dotarłam wreszcie do pracy, nie mogłam znaleźć sobie miejsca. Coś tam sprawdzałam, coś przekadałam, coś porządkowałam, a potem zaczęłam przeglądać zdjęcia. Znalazłam jedno, na którym Młoda stoi na tle nieba, tuż po zachodzie słońca, i wypatruje... czegoś? Kogoś? Może szuka tam Ciebie? A może myśli o swojej przyszłości? Opublikowałam to zdjęcie, dorzucając tekst:
"Dziewiętnaście lat temu, spacerowałam po parkowych uliczkach w centrum Lublina i zastanawiałam się, jak to będzie, kiedy będę Cię mogła już wziąć w ramiona. Czy poradzę sobie z nową rolą? Jak wiele błędów popełnię? Ile razy będę czuła się szczęśliwa i uskrzydlona, a ile razy zupełnie na odwrót...? Czy polubisz mnie? Czy ten ogrom miłości, którą czuję w sobie Cię nie przytłoczy?
...
Tych pytań było dużo, dużo więcej. Zadawałam je wtedy każdego dnia i nawet nie próbowałam wyobrażać sobie, jak to będzie, kiedy Ty, podobnie jak mijani na spacerze młodzi ludzie, w galowych strojach, wychodzący ze szkół, rozmawiający na temat tego, jak trudno i, jak łatwo było, będziesz pisała swój egzamin dojrzałości (swoją drogą... obie wiemy, że dojrzewa się przez całe życie:)).
To wcale nie było mgnienie oka, choć czuję jakbym wciąż miała Cię pod sercem:)
Powodzenia i odwagi... Kochana Córeczko, Kumpelko, Przyjaciółko:D"

Tak mamo, to nie było mgnienie oka, lecz "spod serca" nigdy się nie wyrasta... bądź przy niej, proszę.

7 maja 2024r.