Patrząc napotkanemu szczęściu w oczy, spuściłam wzrok. Szłam naprzeciw zmierzchowi, z głową pełną pomysłów, z lekkością u stóp. Z każdą chwilą byłam dalej i zarazem bliżej samej siebie, tej nie uwikłanej w codzienność. Przystawałam kilkakrotnie z notesem w ręku, by uchwycić myśl gotową ulecieć z pierwszym silniejszym podmuchem pozostawianego za plecami życia.