Brzoza. Złamał ją wiatr, albo człowiek, próbujący ratować się przed upadkiem na górskim szlaku. Mam nadzieję, że nikt nie zrobił tego naumyślnie. Chociaż... jeśli rosła w niewłaściwym miejscu (niestety w ludzkim świecie są takie), ktoś mógł wpaść na pomysł, aby ją usunąć. Tak, czy inaczej, złamano ją lub złamała się, jakiś metr nad ziemią. Co było dalej?
Przez pewien czas pozostawała w uśpieniu. Zastanawiała się nad tym, co ją spotkało. Niespecjalnie drążyła kwestię "dlaczego". Po prostu pobyła w tym stanie przez chwilę, może przez miesiąc, lub dwa, rozważając, co mogłaby w tej sytuacji zrobić. "Czy chce mi się zaczynać od nowa?" - pytała zerkając na szczyty po przeciwległej stronie zbocza.
Minęło kilka miesięcy, obok niej przeszło wiele przypadkowych osób. Niektórzy chwytali ją za konar, zwłaszcza kiedy popadało i bieszczadzkie błoto mocno dawało się we znaki. Wtedy po raz pierwszy pomyślała, że jest potrzebna. Że jest "po coś", a jej istnienie może wiele znaczyć dla kogoś, kto w ostatniej chwili obejmuje ją dłonią, nim zderzy się z kamienistym, pełnym śliskich korzeni, stromym podłożem.
Postanowiła uruchomić wszelkie siły witalne, jakie nadal krążyły w jej ciele. Sięgnęła korzeniami głębiej, aby porządnie wzmocnić się sokami ziemi. I zaczęła rosnąć. Wypuściła jedną boczną gałązkę, po niej drugą, ale szybko zrozumiała, że to za mało, że szkoda na to czasu. Zamiast tego zajęła się raną, którą jej zadano. Skupiła na niej całą swoją uwagę, wszystkie siły, jakie w niej pozostały. I powoli zaczęła łączyć to, co rozerwane.
Jej korony nie odrzucono, nie oderwano całkowicie. Zwisała ponuro, przechylając się w dół zbocza, wzdłuż szlaku. Brzoza nie miała w sobie tak wielkiej mocy, by ją unieść, ale mogła doprowadzić do połączenia dwóch, pozornie odrębnych już części, w rzeczywistości wciąż jeszcze, w kilku miejscach, złączonych korą. Że też nie pomyślała o tym wcześniej!
Minęło sporo czasu, a może tak jej się tylko wydawało, nim mogła odetchnąć z ulgą. "Znowu jestem kompletna, mogę powrócić do korony, pozwolić jej rosnąć i pięknie się rozwijać. Mogę tchnąć w nią całą życiodajną energię."
Korona musiała jednak ulec położeniu i bliskości innych drzew, znaleźć własną drogę ku górze, ku słońcu. Korzenie wspierały ją, wzmacniając się i stabilizując nietypowy kształt, jaki Brzoza zyskała. A ona była dumna z tego, co udało jej się osiągnąć i zupełnie nie dbała o wygląd, ten był bez znaczenia. Do czasu... Koronę będąca teraz na powrót jej integralną częścią, poprowadziła wysoko w górę i prowadzi ją tam nadal.
Teraz pień Brzozy przypomina wyglądem "rozciągniętą" błyskawicę, albo zygzak o zaokrągląnych kątach. Nie tylko może dawać oparcie, stanowić ratunek dla turystów potykających się, czy ślizgających na szlaku, ale także ofiarować im chwilę wytchnienia w przyjaznym łuku, jaki powstał w wyniku połączenia dwóch rozerwanych części oraz woli życia tchniętej w "pędzącą" ku niebu koronę.
- Nigdy nie wiadomo, co może wyniknąć z nieszczęścia, które nas spotyka - pomyślała Brzoza o niezwykłym, fantazyjnym kształcie, zapraszającym, by na chwilę przystanąć, zadumać się nad otaczającym ją zewsząd lasem i pięknymi widokami, na które zerka stale spomiędzy krzewów i sąsiadujących z nią drzew.
Zimą widzi o wiele więcej, latem skrywa się w cieniu. Dzięki temu, że rośnie tuż przy wejściu do pasma lasu, tudzież wyjściu z niego na rozległą polanę, może witać i żegnać turystów pokonujących kolejny fragment drogi na szczyt, lub z niego. I rzadko umyka ich uwadze.
- Jak dobrze, że jestem akurat w tym miejscu - szepnęła Brzoza, przekonana o tym, że nic nie dzieje się przypadkiem.
Muzyczka do kawki:
https://www.youtube.com/watch?v=UM5BgukhpHg&ab_channel=WarnerMusicPoland
26 lipca 2023r.
