Gdybyś...
...spędzilibyśmy ten dzień w rodzinnym gronie, zapewne na działce, grillując, piwkując i świetnie się bawiąc. Dzieci wykąpałyby się w basenie, który tata rozstawiłby przy wiacie, a potem siedziałyby z nami do późna, rozmawiając i żartując. Może bylibyśmy zmęczeni po kolejnym, pracowitym, sobotnim dniu, ale ostatecznie każdy z nas byłby zadowolony, że jest "tu i teraz".
Gdybyś... nie zastanawiałabym się teraz, czy powinnam pojechać "do Ciebie" i nie usłyszałabym ponownie głosu w swojej głowie: "jej tam nie ma". Gdybyś... mogłabym napisać Ci życzenia, mogłabym przez kilka dni zastanawiać się, co Ci kupić, czym Cię zaskoczyć. Często mówiłaś, że ja zawsze wiem, co Ci się może przydać, co Ci się spodoba. Nie lubiałaś "podpowiadać".
Gdybyś... pewnie dziś nie rozmyślałabym przez większość dnia, dlaczego tak, a nie inaczej się ułożyło i na pewno byłabym dużo bardziej skupiona na wszystkim, co robię. Nie byłby mi przykro na myśl o tym, przez co przechodzi tata i nie martwiłabym się, czy sobie poradzi.
Gdybyś... wypiłabym z Tobą czerwone Martini z lodem i plasterkiem cytryny, tak jak lubimy najbardziej i mogłabym opowiedzieć, co u nas.
Gdybyś... nie pisałabym teraz w takim tonie. Możliwe, że od tych siedemdziesięciu czterech dni nie pisałabym w ogóle. Tekstów na bloga, bo inne zapewne tak.
Gdybyś... przyjechalibyśmy z gitarą i kiedy zapadłby już zmrok, zaśpiewałabym Ci kilka naszych nowych piosenek. Sama byś o nie poprosiła, albo przypomniałabyś mi w rozmowie telefonicznej poprzedzającej nasz przyjazd, żebyśmy koniecznie wzięli gitarę.
Gdybyś... nie zastanawiałabym się, co zrobić z tym wieczorem. Nie wspominałabym po raz n-ty tego, co się stało, próbując zrozumieć. Weselej rozmawiałoby mi się z Tomkiem przy wieczornym drinku i nie milczałybyśmy tak z córkami, na wspomnienie dzisiejszej daty.
Jednak stało się, co się stało i nadszedł ten dzień. Powitałam go z uśmiechem wbrew. Jestem. Nastawiłam rosół, żeby dzieci miały co chapsnąć, jak zgłodnieją, a potem pomagałam Tomkowi przy pierwszych pracach mających doprowadzić nas do kawałka zadaszonego tarasu. Pomyślałam, że miło będzie na nim usiąść i porozmyślać, albo poczytać książkę. Zmęczona popołudniowym słońcem, położyłam się na wodzie i zapatrzyłam w niebo. A potem przyjechała do nas siostra Tomka i zaproponowałam jej nasz ulubiony drink. Stuknęłyśmy się kieliszkami, a ja wzniosłam toast za Ciebie. Po powrocie z wieczornych zakupów, siadłam z Tomkiem na zewnątrz, trochę "uciakając" przed dziećmi;) i powspominaliśmy. Dużo w tym jeszcze smutku i niezrozumienia. Dużo ponurych naleciałości, złożonych z emocji, które odbierały Tobie chęć do walki, a nam siłę w walce o Ciebie.
Ostatecznie to był dobry dzień. Dzień, w którym nie brakowało uśmiechu, czy śmiechu nawet, oraz spokoju i luzu. Brakowało "tylko" Marty. Chociaż... czy nieobecność wyklucza istnienie?
Muzyczka do Kawki (jedna z Twoich ulubionych, niejednokrotnie tańczyłyśmy razem w jej rytm...):
https://www.youtube.com/watch?v=iAc6Qr_sAXw&ab_channel=Pawe%C5%82Domaga%C5%82a
29 lipca 2023r.
