Wiem, że pisałam już w jednej z ostatnich Kawek o działce nad jeziorem i pierwszych wyjazdach tamże. O tym, jak początkowo spędzaliśmy tam czas "na dziko", lecz zawsze z ogromną chęcią i przeważnie w świetnych nastrojach. Tuż po dwudziestym dziewiątym lipca 2025 przyszła do mnie inna refleksja, w którą wplotły się częściowo przytaczane wcześniej wspomnienia. Niczego nie usuwam, nie poprawiam. Zostawiam tak, jak wypłynęło ze mnie. W tej chwili, dokładnie tym chciałam się z Tobą podzielić, drogi Czytelniku:)

"Mam wrażenie, że wszyscy tutaj starają się nie patrzeć w stronę naszej/waszej/twojej działki. Omiatają ją spojrzeniem z konieczności lub przez nieuwagę, tudzież z przyzwyczajenia. Ale nie wypatrują, kto i co się dzieje, nie próbują nawiązać kontaktu. Nawet ci najbardziej rozmowni mają z tym problem, ponieważ, ilekroć zerkną w stronę domku tu stojącego, zauważają brak Twojej obecności.

Nie ma Cię przede wszystkim na krześle stojącym na przednim tarasie, gdzie zwykle „puszczałaś sobie dymka”, piłaś przedpołudniową kawkę, czy rozwiązywałaś krzyżówki, a wieczorami nieraz zdarzało ci się zapatrzeć na zachód słońca widoczny pomiędzy drzewami. W zasadzie to objawiał się jedynie zmieniającymi się kolorami nieba, ale i tak wyglądał malowniczo w oprawie z drzew rosnących pomiędzy Tobą, a horyzontem.

Oni wszyscy czują wciąż Twoją nieobecność i każdy odbiera ją na własny sposób. Wszyscy pamiętają, jak wprowadzaliśmy się w tę przestrzeń. Pierwsze imprezy na niezagospodarowanej jeszcze działce na pewno dały się im we znaki. Kolejne także… nie ma co kryć, potrzebowaliśmy się wyszumieć i na pewno w jakimś stopniu odbyło się to kosztem spokoju naszych sąsiadów:P Podczas, gdy oni przywykli już do swoich działkowych przestrzeni, zaadoptowali je na własną potrzebę, osiedli w otoczeniu zieleni i wyposażyli własne domki w to, co czyniło je miejscem, w którym chciało się spędzać letnie dni i wieczory, my dopiero zaczynaliśmy naszą przygodę.

Podobnie jak większość z nas, robiłaś to z wielkim entuzjazmem i radością. Nie przeszkadzały Ci niedogodności i utrudnienia, nie brakowało niczego, kiedy można było spędzić kilka dni w otoczeniu zieleni, poza miastem i dusznym, blokowym klimatem.

Wspomnienie pierwszych instalacji umożliwiających codzienne funkcjonowanie, do dziś przywołuje szeroki uśmiech na mojej twarzy. Miski do mycia i płukania naczyń na prowizorycznym podeście. Beczka na wysokim stelażu, a w niej woda ogrzewana przez słońce i kilka płytek chodnikowych na ziemi, by uczynić z tego miejsca pełnoprawny prysznic;) Kącik „pifny” - jak „podpisał” go tata, pod czeremchą, która została wycięta, kiedy nasze dzieci, a twoje wnuki, zaczęły już przemieszczać się samodzielnie. Tak na wszelki wypadek, gdyby wpadły na pomysł konsumpcji niejadalnych owoców. Na wpół wymurowany dom, który czekał na fundusze i początkowo był jedynie źródłem kojącego cienia w okolicy południa. Przyczepa i życie dookoła niej. Stoły i stoliki z elementami wyposażenia, niezbędnymi do przygotowania posiłków itp. Namiot, a pod nim miejsce, gdzie odbywały się wspomniane wyżej imprezki zakłócające spokój sąsiadów...

To wszystko składało się na nieco szalone, ale radosne chwile, które dzieliliśmy tu całymi dniami, tygodniami, a nawet miesiącami, kiedy zaczęłam przyjeżdżać na działkę z dziećmi i spędzać tu większość letniego czasu. Nasz drugi dom. Wspólny, rodzinny, gwarny, pełen śmiechu, rozmów, dziecięcych krzyków, odgłosów zabawy, ale także odpoczynku od miejskiego życia, upragnionego wytchnienia.

Przyjechaliśmy tu dwa dni temu, ponieważ chciałam, jak co roku, spotkać się z Tobą w dniu Twoich imienin w Twoim ukochanym miejscu na ziemi. W przestrzeni ważnej także dla nas i dla naszych dzieci. Myślę, że bardziej twojej niż wasze mieszkanie, bo tworzonej od podstaw tak, jak tego chciałaś. Tutaj w każdym zakątku czuć twoją obecność, a jednocześnie z każdego zakątka uderza jej brak. Z jednej strony będąc tu czuję, że jestem bliżej ciebie, z drugiej dużo dotkliwiej odczuwam tęsknotę…

Myślę, że to samo tyczy się naszych „działkowych” sąsiadów. Zastanawiają się, dlaczego akurat w tym czasie przyszła ta śmierć po ciebie. Czy nie mogła jeszcze zaczekać? Czy musiała przerywać nić twojego życia, podczas gdy mogło jeszcze trwać, niosąc im i nam twoją niezaabsorbowaną odchodzeniem obecność? Są wśród nich osoby, które przeżyły osobiste tragedie. Są też takie, które stanęły ze śmiercią twarzą w twarz, a my czuliśmy się niezręcznie z myślą, że mogłoby ich zabraknąć… Ty także tak się czułaś rozmawiając z nimi, słuchając ich historii i zerkając z niepokojem przez płot, aby sprawdzić, czy przyjechali na swoją działkę, czy wszystko jest w porządku, czy wciąż tu wracają… Wszyscy wrócili i wracają nadal. Są. Tylko Ciebie nie ma, Mamuś. Tylko i aż Ciebie…"

Krasne Krzywe, 31 lipca 2025r.

Muzyczka do Kawki:
https://www.youtube.com/watch?v=xwcbiveQ6FA&ab_channel=KortezOficjalnyKana%C5%82