Gołębie gruchanie w mieście... doskonale znam ten odgłos. Zwłaszcza wieczorną porą, gdy niesie się między budynkami. Niezauważony, oswojony, spowszedniały…
Ja wyłapywałam go niemal codziennie, zwłaszcza w czasie, kiedy mieszkałam w starej kamienicy w ścisłym centrum miasta, a także wcześniej, podczas każdej wizyty u mojej Babci, gdy, prędzej czy późnej, wychodziliśmy na nieduży, drewniany balkon, poprzyglądać się z wysoka przechodniom i zaciągnąć miejskim powietrzem. Nieco dusznym od nadmiaru spalin, lecz wciąż budującym ten specyficzny klimat, który da się lubić.
Gołębie wiosną i latem, z precyzją szwajcarskich zegarków, ogłaszały nadejście zmierzchu, schyłek dnia i letnich upałów, wytchnienie niesione wraz z nadejściem nocy. Stanowcze nawoływania ich ptasich gardeł, zastępowały gwar mijającego dnia, zachęcały by zwolnić, rozpocząć celebrację chwil odpoczynku i wytchnienia.
Kiedy powróciłam, już jako osoba ciut dojrzalsza, z mężem i małym dzieckiem, na jedno z miejskich osiedli, zrozumiałam dlaczego nie powinno się dokarmiać gołębi, jak bardzo potrafią uprzykrzyć życie innym, drobniejszym ptakom, jakie szkody wyrządzają w miejskiej przestrzeni i, że nie może ich być zbyt wiele, ponieważ zaburzają naturalny, choć miejski, ekosystem. Zrozumiałam też niegdysiejszy montaż daszku nad balkonem na dziesiątym piętrze, gdzie mieszkałam z rodzicami i rodzeństwem, oraz utyskiwania Mamy, m.in. nad tym, co gołębie pozostawiały na wystawianym tam praniu, płytkach balkonowych i poręczach. Po wspomnianym powrocie na osiedle, mieszkając znacznie niżej, bo na czwartym piętrze, sama nieraz musiałam zmieniać plany ubraniowe, czy prać wyprane już rzeczy ponownie, w wyniku niespodziewanego i niekontrolowanego gołębiego nalotu.
Dziś mieszkam pod miastem i tak się składa, że czworo z bliskich i nieco dalszych sąsiadów, hoduje gołębie. Ale wiem już, że to nie to samo co te miejskie, przez gołębiarzy, delikatnie rzecz ujmując, nielubiane. Wiem też, że gołębie na wsi, nawet te dziko żyjące, nie budzą uczuć analogicznych do tych właściwych obcowaniu z miejskim, gołębim towarzystwem.
Miasto rozleniwia. Miasto manieruje. Miasto sprawia, że gołębie chętniej i częściej chadzają na łatwiznę i nabierają złych nawyków. Na wsi sprawy mają się zgoła inaczej, z racji większej różnorodności ptasich gatunków oraz konieczności wypracowania dużo dynamiczniejszych i bardziej angażujących metod oraz technik zdobywania pokarmu.
Dlatego z ulgą stwierdzam, że po kilku latach mieszkania poza miastem, gruchanie wieczorową, zwłaszcza letnią, porą nie budzi już we mnie woli zemsty, czy choćby odwetu w postaci kolców odstraszających, umieszczania plastikowych gawronów, czy innych kruków na balkonowych balustradach, czy też walenia kijem od szczotki w balkonowe pręty. Dziś uśmiecham się słysząc te znajome odgłosy, a nawet zerkam z ciekawością w ich stronę, wypatrując nadawcy. Tym bardziej, że od dwóch lat na największym drzewie na naszej przydomowej działce, gniazduje gołębia, zakochana para. Niech im się tu dobrze mieszka:)
pociąg relacji Warszawa-Lublin, 27 sierpnia 2025
Muzyczka do Kawki:
https://www.youtube.com/watch?v=W9lo7RnyFos&ab_channel=Nierenis
