Dziś Międzynarodowy Dzień Artystów, więc czuję się zobligowana do świętowania:P Myślałam od rana, jakby tę niezwykłą okazję uczcić, a w zasadzie, jak podkreślić i uwypuklić fakt, że bycie artystą, to rzecz niezwykła, lecz także niezwykle irytująca czasami. No bo nie sposób przejść obojętnie, zignorować, nie zauważyć. Nie sposób odgonić natchnienie nachodzące nas nieraz w najmniej oczekiwanym momencie, a często gęsto, nachodzące nas stale. No i znieść brak natchnienia, gdy nachodzić nas czasowo przestaje...

Dziś natchnienie dopadło mnie tuż po przekroczeniu progu sypialni. Weszłam do tak zwanej "przestrzeni wspólnej", rzuciłam okiem na prawo, lewo i centralnie i westchnęłam głęboko. Dotarło do mnie, w kontekście okazji dzisiejszej, szczególnej, że mieszkam z czterema artystami, a nawet z pięcioma, jeśli wliczyć w to mnie samą.

Rzeczy posiadane przez każdą i każdego z nas teoretycznie mają swoje miejsce. Każde, własne, prawie określone. Praktycznie, wędrują bezładnie i zmieniają własne położenie, niejednokrtonie wbrew nam samym. Efekt? Nie liczę już na to, że na wyspie w aneksie będą jedynie rzeczy kuchenne, ani że stolik przed kanapą będzie świecił pustkami, czy też na to, że puzzle i gry rozejdą się po pokojach naszych latorośli, a koce, poskładane, wylądują w specjalnie w tym celu zakupionym koszu. Nie liczę też na odzyskanie miejsca na komodzie, zajętego przez akwarium pełne patyczaków, czy też, że suche liście wyjmowane stamtąd, natychmiast, lub przynajmniej w ciągu najbliższej doby, znajdą się w koszu na kompost. Gaszę w sobie te ciche i nieco głośniejsze pragnienia, osładzając je myślą, że wspaniale nam się razem mieszka i tak bardzo lubimy spędzać czas wspólnie, co w standardowym stadzie typu: dwoje rodziców i troje dzieci w wieku od nastu do dziestu lat, nie jest zasadniczo oczywiste.

Lecz... zdarzają się dni, w których zadaję sobie pytanie: "Czy te artystyczne osobowości, muszą wciąż z nieładem iść w parze?". Dostrzegam wyraźnie u każdego z nich, że jak ich najdzie, to działają. Widzę też przejawy zamiłowania do porządku, od czasu do czasu, i czuję wsparcie w moim ogarnianiu, od conajmiej jednej duszyczki naraz;) Mam też to zamiłowanie w sobie, nawet jeśli jest ono li tylko dążeniem do specyficznej, bo mojej własnej, wizji porządku.

Zdarzają się także dni, kiedy mnie to przerasta. Kiedy nie chce mi się już tego chaosu na zewnątrz, bo aktualnie dosyć mam tego, który stale noszę w sobie. I wtedy dochodzi do mini i maxi eksplozji. Krótkich, acz intensywnych. Nie zawsze głośnych, lecz ciskających słowami we wszystkie strony. Dziamgolę pod nosem, lub mówię wprost, co myślę o tej, czy innej porzuconej rzeczy, tudzież o jej porzucaczu;P

I co wówczas począć, artystko mieszkająca we mnie? Myślisz: "A zostawię to jej/jemu na środku pokoju, to będzie musiała/musiał odłożyć to na miejsce.". Nic bardziej mylnego! Artysta bowiem, a ustaliłyśmy już, że wszyscy oni są artystami, będzie omijał rzeczony przedmiot, zerkając nań z szacunkiem i totalną obojętnością jednocześnie. A gdy zapytasz, czy mu to nie przeszkadza, usłyszysz zapewnę parafrazę znanej, filozoficznej tezy: "Jest nieład, więc jestem.".

Korci cię czasem, żeby zrobić z nimi porządek? Sporządzić listę nakazów i zakazów oraz wdrożyć system ich egzekwowania, kontroli oraz kar i nagród z nich wynikających? Licz się z konsekwencjami. Być może i zaczęliby ogarniać wspólną i własną przestrzeń bardziej systematycznie. Być może zniknęłyby rzeczy, o które stale potyka się twoje spojrzenie. Lecz cena, którą, z ogromnym prawdopodobieństwem, przyjdzie ci zapłacić, może znacznie przewyższyć korzyści z despotycznej postawy płynące.

Wystarczy, że wyobrazisz sobie dojrzałego już artystę, który "przemówi" piosenką, instalacją, ilustracją, czy performance'm i wówczas dowiesz się, że... byłaś matką psychopatką, jadącą zupełnie bez sensu na szmacie, posągiem z wykrzywioną twarzą i kijem w d..., czy też stałaś się właśnie główną bohaterką przedstawienia o roboczym tytule: "Ciosy, które mej artystycznej naturze zadała matka", lub "Moja matka - pogromczyni wolności i swobody wyrażania się w codziennym życiu.".

Pójdziesz na spektakl, przeczytasz książkę, przestudiujesz obraz, rzucisz okiem na rzeźbę, wysłuchasz piosenki: "Mamoooo, dlaczegoooo zrobiłaś mi coś takiego???" i stwierdzisz: "Trzeba było zęby zacisnąć i zakasać rękawy, a nade wszystko wyćwiczyć w sobie umiejętność odpuszczania.". No bo w końcu, dom to nie muzem, a nieład świadczy o tym, że jest w nim życie. Czyż nie?

A tak zupełnie serio, to poza wspomnianymi wyżej, krytycznymi momentami, jestem przeszczęśliwa, że ci, z którymi dzielę codzienność, idę przez życie, ramię w ramię, mają artystyczne dusze. Dzięki temu możemy być jakoś prawdziwiej, czuć mocniej i mimo wszystko oscylować bliżej poczucia wolności, której każdy z nas potrzebuje, by móc się rozwijać. Zatem... niech sobie będzie ten nieporządek, porządkiem jednak będący. Niech sobie będą te mnożące się rzeczy, nieraz niepotrzebne, a tylko z sentymentu trzymane. Niech sobie będzie nieposprzątane tak, jakbym chciała, oby tylko nie gasła w nas kreatywność i twórcze zapędy. Całą resztę da się ogarnąć:):):)

Muzyczka do Kawki:
https://www.youtube.com/watch?v=YC1yIBaX4mo

25 października 2025r.