Mam problem z tym, że... zaczyna się kolejny rok, w którym się nie spotkamy. Nie jest to miła perspektywa, ani łatwa do zaakceptowania. Wiem, że tylko ja sama mogę się z tym uporać i nawet zebrałam już sporą część kluczy. Tylko... czy otwieranie i zamykanie na wieki wieków kolejnych drzwi, ostatecznie wyplącze mnie ze spirali myśli, których naprawdę już nie chcę, od których chciałabym się uwolnić? A może wystarczy tylko wyrównać oddech?

Zgrabniutka data, obfitująca w liczby parzyste. Lubię je, ponieważ dają się dzielić na pół. Można je w myślach symetrycznie ciachnąć, rozdzielając na dwie, idealnie parzyste, dwójeczki. Nie wiem skąd we mnie to zamiłowanie do symetrii, ale jest. Nie wiem też skąd totalna niechęć do lekarzy i dlaczego akurat dziś postanowiłam wykonać pierwszy krok ku temu, aby, wbrew wspomnianej niechęci, się "ujawnić".

Do listy postanowień dołączam: "mniej narzekać, dostrzegać więcej pozytywów". Dziś wcieliłam je już po raz pierwszy w życie. Nie narzekałam, że wstałam po trzynastej, ponieważ wiedziałam, że jest to efektem doskonałej zabawy minionej nocy. Nie gderałam, że muszę sama poodkurzać, bo wiedziałam, że to konsekwecja zaproszenia noworocznych gości, które sama ubrałam w słowa. I nie marudziłam, kiedy ponownie kładłam się po północy, bo oznaczało to, że spędziliśmy kolejny wieczór w miłym towarzystwie. Powoli chwytam, jak to działa.

Na Nowy Rok mam kilka nowych lektur. Oto cytat, który dziś do mnie przemówił: "Życie nie kończy się po dwudziestce, trzydziestce, czterdziestce, czy pięćdziesiątce. Życie kończy się, kiedy zamykacie oczy na wieczność i nic więcej już was nie czeka. To jest dokładnie ten moment, kiedy nic, absolutnie nic więcej nie da się zrobić."

No i przeskoczyliśmy o jedną cyferkę do przodu. To pierwszy Nowy Rok i zarazem ostatni w roku mojego kawkowego wyzwania. Przyjęłam go z radością i poniekąd z ulgą. Planowanie tego typu okazji, niezależnie od tego, jak je spędzamy, rodzi niejakie napięcia. We mnie napinała się głównie niechęć do trwania w imprezowym ciągu, który zdążył mnie już nieco zmęczyć. Dziwne te dni między świętami, a Sylwestrem.